Kultura i obyczaje

Home » Łużyce » Kultura i obyczaje
WstępPopularne obyczajeZwyczaje rolneGody Noc SylwestrowaCamprowaniePtasie weseleWielkanocPalenie czarownicŻniwaWłókiennictwoPorządek wiejskiStosunek do śmierciStosunek do przyrodyDzwony kościelneSposób na zarazęPo narodzinachEpilog

Wstęp

Trudno jednoznacznie zdefiniować czy zwyczaje panujące wśród mieszkańców Żar, na przestrzeni wieków, wywodziły się z tradycji plemion Serbołużyckich, od VI w. n.e. zamieszkujących m.in. dzisiejszy obszar powiatu żarskiego, bądź z osadniczej ludności niemieckiej. Plemię słowiańskie Zara zostało wymienione w 1007 r. przez biskupa Thietmara w opisie wyprawy niemieckiej na wchód od Nysy Łużyckiej. Dzisiejsze Żary, zwane dumnie stolicą Polskich Dolnych Łużyc Wschodnich, zgoła inaczej wyglądały na przestrzeni wieków. Ustalony porządek społeczny i terytorialny, oparty na wasalstwie i beneficjach, za rządów feudałów, do których miasto i wiele okolicznych wsi należało, burzony był wielokrotnie poprzez klęski nieurodzaju i wynikającego stąd głodu, epidemie zwane potocznie zarazami, a przede wszystkim wojny. Ubytki demograficzne uzupełniały kolejne fale osadników. To z kolei doprowadzało do przemieszania się kultur i coraz silniejszej dominacji Niemców, przy jednocześnie postępującej alienacji rdzennych mieszkańców tego obszaru. Jednakże mimo ucisków ekonomicznych i sądowych Łużyczan przez niemieckich wielkich właścicieli ziemskich w regionie, sytuacja w mieście była zdecydowanie lepsza dla Słowian. Jako drobnomieszczaństwo i plebs miejski przeważali liczebnie nad Niemcami.

Na przestrzeni wieków Żary przysparzały blasku okolicy, a ta w sposób oczywisty „pracowała” dla miasta. Państwo stanowe Żary, nieco później Żary-Trzebiel, porównywalne do samodzielnego księstwa, aż po XIX wiek stanowiło ostoję słowiańszczyzny. Serbołużyczanie pracowali w folwarkach, w dworach szlacheckich i rycerskich. Byli to chłopi, chałupnicy, zagrodnicy i kmiecie, o czym informuje Fredo Mĕtšk.1 Serbowie łużyccy zajmowali się hodowlą, bartnictwem, kowalstwem, bednarstwem, także garncarstwem. Byli, jak się dziś określa, solą tej ziemi. Jest oczywistym, że wojna 30-letnia, również na tym obszarze przyczyniła się do zniszczenia zasobów demograficznych. Stosunkowo szybko po jej zakończeniu wzrosła liczba chałupników, Zasadnym jest pytanie – Czy wśród nich byli Serbołużyczanie? Znana jest pośrednia odpowiedź, bowiem dostępne opracowania różnie ilustrują liczbę rdzennej ludności z reguły ograniczając się do urzędników i wójtów. Ludność Żar nie była ograniczona administracyjnym zakazem opuszczania grodu. Wszyscy obywatele i mieszkańcy miasta mają wolność przeprowadzania się i przebywania w państwie stanowym.2 To m.in. pozwoliło na ruchy migracyjne w państwie stanowym Żary, tym samym niejako wyodrębniły lub umocniły się wsie łużyckie i niemieckie. Najpierw wojna 30-letnia sprowadziła państwo ze szczytów rozwoju gospodarczego na dno ekonomicznej ruiny, później zaś walka ze śląską reakcją katolicką przyniosła rozkwit rzemiosła, zwłaszcza sukiennictwa i odbudowę rolnictwa, pozwoliła na znaczną rekompensatę strat demograficznych, co jednak z uwagi na duży napływ ludności niemieckiej ze Śląska, torowało drogę germanizacji i asymilacji ludności łużyckiej.

Popularne obyczaje

Miecze antenowe

Każdy obyczaj ma swoją historię. Tak jak zmienia się życie, tak również treść i funkcja obyczajów ludowych ulegają zmianom. Niejeden zwyczaj pogański przetrwał chrystianizację. Mimo że zmieniło się znaczenie, to nadal można dostrzec jego wcześniejszą formę. Zarówno w katolickiej, jak i ewangelickiej części Łużyc wszystkie obyczaje mają kontekst religijny i odgrywają w życiu ludzi ważną rolę.

Obyczaje łużyckie były i są znaczącą wartością. Ich kultywowanie służyło zachowaniu odrębności Łużyczan jako narodu. Różnorodność obyczajów odzwierciedla piękno kultury oraz umacnia poczucie wspólnoty tego najmniejszego narodu słowiańskiego.

Do kultywowanych obyczajów łużyckich należą m.in.:

  • zdobienie pisanek wielkanocnych;
  • targi wielkanocne;
  • wielkanocne procesje konne (głuż. kat. křižjero);
  • śpiewanie wielkanocne (reg. Šlepo);
  • ogień Wielkanocny; „palenie czarownic” (głuż. chodojtypalenje), 30 kwietnia;
  • maik; Kogut (dłuż. kokot),
  • zwyczaje dożynkowe;
  • śpiewanie na św. Marcina (Měrćina);
  • obchodzenie św. Barbary i Mikołaja (św. Mikławš);
  • janšojski bog (obyczaj dłuż. związany z okresem Bożego Narodzenia, m. Janšojce/Janschwalde) oraz Bože dźećatko (Dzieciątko)
  • w regionie Šlepo/Schleife; Nowolětka/noworoczki; Ptasie wesele (głuż. ptači kwas), 25 stycznia;
  • zapusty (dłuż. zapust).

Zwyczaje rolne

Ta jednak miała i utrzymywała swoje zwyczaje i obyczaje, podkreślając tym samym tradycje swych przodków. Sporo informacji dostarczył J. G. Leopoldt w wydanej w 1750 r. książce Kilka uwag związanych z rolnictwem na podstawie własnego doświadczenia, będącej poradnikiem rolniczym, jednym z trzech jakie pojawiły się w tym okresie na Śląsku. Pruski urzędnik opisał zwyczaje Serbołużyczan zamieszkujących okolice Żar.3 Gospodarzy, którzy w wieczór wigilijny lub w Wielki Piątek, często także w pierwszy dzień Wielkanocy przed zachodem słońca szli cepami młócić trawę na łąkach i w ogrodach, zwalczając w ten sposób krety – nazwał zabobonnymi.

Podmiejskie łąki, na których suszono bielone płótno, były miejscem wypasu jagniąt po raz pierwszy obowiązkowo w słoneczny dzień, poganiane przez pasterzy rózgą z dzikiego bzu. Tradycja wygonu w taki dzień wynikała z prostej przyczyny. Owce przyzwyczajone do ciepła i braku wiatru w stajniach mogły na chłodzie i wietrze być niespokojne.

Gody

Najbardziej mitycznym okresem w całorocznym życiu obyczajowym na Łużycach był okres między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli, zwanym Godami. Nie inaczej było na ziemi żarskiej. Serbołużyczanie uważali, że przyroda w tym okresie jest najbardziej tajemnicza. Przy pomocy zaklęć, wyroczni i porzekadeł próbowano odsłonić tajemnicę własnej przyszłości i uchronić bydło przed chorobami.4 Wypiekane, w przeddzień świąt, figurki zwierząt domowych z ciasta zwane nowolětkami (na Nowy Rok) i trójdrakami (na Trzech Króli) były przekazywane przez najmłodszych swym chrzestnym, także dodawane do paszy dla bydła, aby zdrowo się chowało. Zwyczaj był tak stary, że jego geneza uległa zapomnieniu.

Noc Sylwestrowa

W noc sylwestrową przez podżarskie wsie, także pomiędzy zabudowaniami miasta gdzie zamieszkiwała ludność łużycka, przeciągały niewielkie grupy mężczyzn śpiewających chorały, prosząc o błogosławieństwo Najwyższego. Zatrzymywały się przed domostwami i wówczas częstowano ich szklaneczką wódki własnego wyrobu (paleńc), po jej wypiciu szli ku kolejnym zabudowaniom mieszkalnym.

Camprowanie

Najbardziej rozpowszechnionym było jednak camprowanie (dziś ten zwyczaj jest kultywowany w wielu wsiach łużyckich po zachodniej stronie rzeki granicznej. W czasie zapustów, czyli święta wypędzania zimy (marzec) i pozdrawiania przybywającej wiosny – ciągnęły po wsiach lub uliczkach grupy mężczyzn z wpiętymi bukietami wstążek w lewe klapy surdutów. Musiano w obejściach odtańczyć obowiązkowo z gospodynią i dorosłymi córkami na wydaniu, śpiewając przy tym – Źins jo zapust, źins jo zapust – stukając się otrzymanymi kielichami wódki.

Młodsi camprownicy dostawali jajka, słoninę, kiełbasę czasami monety. Atrakcją camprowania była wieczorna zabawa, szczególnie taniec wokół beczki piwa postawionej na środku sali. Na beczce stała makutra do ciasta, do której obowiązkowo wrzucano pieniądze, mające opłacić kapelę. Na bal przychodziła młodzież dorosła, także złączona sakramentem. Mężczyźni w odświętnym ubraniu z obowiązkowym bukietem kwiatów w butonierce. Kobiety w najpiękniejszych ludowych strojach. Zabawa kończyła zapusty.

Ptasie wesele

Najmłodsi mieli swój Ptasi kwas – Ptasie wesele. Wieczorem, przed 25 stycznia, dzieci wystawiały za okna koszyczki, aby nazajutrz znaleźć w nich łakocie o ptasich kształtach. Data nie została wybrana przypadkowo, bowiem niektóre gatunki ptaków w tym czasie zaczynają budować gniazda.

Wielkanoc

Śpiewy wielkanocne były na ziemi żarskiej praktykowane nawet przez zgermanizowaną już ludność łużycką. Zwyczajowo śpiewały młode dziewczęta przez tydzień wieczorem lub wczesną nocą podczas obchodzenia pól, aby wypędzić złe moce.

Zwyczaj palenia ogni wielkanocnych był kultywowany z całą rozciągłością w podżarskich wsiach (w mieście palenie ognisk było zakazane ustawowo przez właściciela grodu) ponieważ panowało przekonanie, że ogień ma moc oczyszczającą. Gdy ognisko, najczęściej na wzgórzu, dogasało zaczynały się zabawa oraz psoty czynione gospodarzom. Wystawienie z zawiasów bramy wejściowej, zatykanie kominów czy wstawianie wozów na dach stodoły, do rzeczki lub stawu było czymś normalnym. Największe psoty czyniono wiejskim skąpcom, którzy nie potraktowali suto camprowników w czas zapustów.

Z okresem wielkanocnym nierozłącznie jest związana tradycja robienia pisanek. Przebogate wzory i pomysłowość w zdobieniu jaj była wręcz niewyobrażalna. Jajko jako symbol rodzącego się życia w myśl ludowych wierzeń będąc prezentem, przekazuje swą siłę witalną. Jaja zdobiono za pomocą woskowania, wytrawiania i wydrapywania. Z pisankami łączy się zwyczaj „wałkowania jajek”, polegający na kulaniu pisanek przez najmłodszych na łąkach, co miało ponoć spowodować wzrost trawy. Warto wymienić zwyczaj wielkanocny zwany z łużycka – Jatšowa woda. W oczyszczającą i uzdrawiającą moc czystej wody wierzyły dziewczęta wychodząc na wczesnym rankiem na brzeg rzeczek (czasami z najmilszym), aby zaczerpnąć wody i polać ją na siebie i bliskiej osoby sercu. Idąc ku wodzie należało zachować całkowite milczenie, co ponoć gwarantowało powodzenie.

Palenie czarownic

W przeddzień 1 maja na łąkach pod miastem oraz we wsiach państwa stanowego Żary-Trzebiel odbywało się Gonienie lub Palenie czarownic. Młodzi ludzie ganiali wówczas z płonącymi żagwiami w rękach, aby wypędzić złe moce z łąk. Wcześniej, przed zachodem słońca zawarto drzwi obór znacząc je krzyżykiem. 1 maja w kalendarzu ludów rolniczych uważano za początek okresu letniego. W zwyczaju było stawianie drzewka majowego. Zielone drzewko brzozowe musiało być przystrojone kolorowymi wstążkami.

Żniwa

Do zwyczajów chłopów łużyckich w okresie żniw było spożywanie donoszonej w pole zup: soljanki lub dyni zalewanej mlekiem oraz strucli makowych. Jadłospis był dostosowany do darów natury. Do czasów pojawienia się ziemniaków na polach, na stołach dominowały kasze w różnych postaciach. Domowym sposobem wyrabiano piwo, kwas piwny, wina i wódki. Pieczono postne obwarzanki, grzanki i gotowano kluski. Nie gardzono ptactwem domowym, inne mięso pojawiało się okazjonalnie. Znany był sposób wyrabiania oleju lnianego czy makowego, który wykorzystywano przy sporządzaniu zalew do białego sera lub ziemniaków w mundurkach oraz odpowiednio przyprawionego prosa, kalarepy lub dyni. Grzybowe kotlety były również podstawą wyżywienia prostych ludzi. Ryby lubiano spożywać przyprawione piwem. Owoce z ogrodów stosowano jako dodatki przy wypieku ciast. Pieczono także piwne placki. Piwo od zawsze było napojem ludu i dla ludu. W mieście, jak i w każdej większej wsi był niewielki browar, a piwo, jak wspomniałem wyrabiano także domowym sposobem.

Częstych wówczas chorób i zarazy można było uniknąć podpalając starą słomę zabraną sąsiadowi z dachu i przerzucając przez płomienie zboże przeznaczone do siewu. Jeśli ziarno do siewu przesypie się przez wilczą grdykę, to wróble nie narobią szkody. Gdy przyjdziesz siać na role, to znajdź kamień i włóż go w usta, a gdy już zasiałeś, to zakop go.5

Zakończenie żniw świętowano szczególnie dziękczynnie. Po nabożeństwie odświętnie ubrani mieszkańcy wsi szli w korowodzie na centralny plac wsi, gdzie stawiano koronę dożynkową. Asystowały dziewczęta z grabiami, w które wpleciono kolorowe wstążki i kwiaty. Bywało, że na owych grabiach podawano właścicielowi majątku związanego żywego koguta śpiewając jednocześnie Źins jo kokot – Dziś mamy koguta. Z tym domowym ptakiem łączy się zwyczaj Łapania kokota, pieczołowicie kultywowany w okolicach Trzebiela (obszar najliczniej zamieszkały przez Łużyczan), drugiej miejscowości pod względem ważności w żarskim majoracie. Na łące za wsią ustawiano przybraną girlandami kwiatów bramę, na której zawieszano martwego koguta. Jeźdźcy konni mieli za zadanie w biegu urwać mu łeb. Komu się ta sztuka udała została Kralem. Tych którzy urwali skrzydła zostali Wicekralami. Utytułowani mogli potem podczas zabawy zaprosić do tańca co bardziej znamienite i urodziwe dziewczęta.

Włókiennictwo

Okręg żarski przez wieki słynął ze wyrobów włókienniczych. Chaty tkaczy łużyckich z charakterystycznymi przysłupami, podczas pracy ręcznych tkalni wydawały charakterystyczny stukot. Obchodzono w tych stronach lniane dożynki. Przędzenie lnu zaczynano z reguły po 13 października. Wieczorne spotkania, z obowiązkowym śpiewem, przy kołowrotku trwały do środy popielcowej. Było w zwyczaju, że każda z dziewcząt musiała co roku nauczyć się trzech pieśni. Bywało, że dobra kantorka (pierwsza we wsi śpiewaczka) potrafiła przez sezon jesienno-zimowy przyswoić sobie i 50 pieśni.

Porządek wiejski

„Porządek wiejski” w żarskim majoracie, wprowadzony w 1727 roku 7 zaszczepiał nowe zwyczaje, m. in. dotyczące zawierania ślubów, uczestnictwa w nabożeństwach czy oddawaniu się rozrywce. Pan na Żarach, hrabia Erdmann II Promnitz umiejętnie wplótł w przepisy dotychczasowe zwyczaje miejscowe. Młodzi musieli zasadzić pół mendla drzew owocowych lub liściastych, ewentualnie wnieść w zamian stosowną opłatę. Zanim do tego doszło, musiały odbyć się zaloty i zaręczyny, które nie mogły mieć miejsca bez wysłania do domu oblubienicy swata – Braškę. Gdy przychylność zalotnika została potwierdzona zjawiał się on sam. W przeddzień ślubu znoszono do domu narzeczonego wiano panny młodej, a w domu oblubienicy dziewczęta śpiewały plotąc wianki.

Z całej wsi znoszono czerepy i zrzucano je pod drzwiami domu weselnego. Ilość wróżyła szczęście młodej parze. Na wesele bito zwierzęta jednak nie wolno było próbować mięsiwa, aby nie odpędzić szczęścia przyszłym gospodarzom. Parę młodą zdążającą do kościoła w otoczeniu Wielkiego drużby, Młodszego drużby, Starościny, zwanej słonką lub babką, poprzedzał na koniu wspomniany Braška. Starościna musiała uważać, aby nikt nie ważył się uszczknąć ani źdźbła słomy z wozu weselnego.

Panna młoda w trzewiczkach musiała mieć obowiązkowo pieniążek, w kieszonce chleb i sól, czasami ziele chroniące od złych mocy. Po zaślubinach matka panny młodej podawała dzban piwa, który młodzi musieli wypić, a obowiązkowo najstarszy drużba musiał go roztrzaskać przed bramą domostwa. Panna młoda swoją kurę wypuszczała w obejście męża. Jeśli kura została na podwórku, znaczyło że młoda żona zostanie u męża aż do śmierci. Jeśli kura uciekła do sąsiadów, nie wróżyło to młodej długiego pobytu w tym domu.

Na podwórku panna młoda musiała zatańczyć, ale pan młody nie miał prawa spojrzeć na nią. W izbie weselnej młodzi siedzieli przy głównym stole, ale na rogach stołu, który musiał ich dzielić. W podżarskich wsiach był zwyczaj wykupywania przez drużbów trzewiczka panny młodej i kapelusza pana młodego z rąk drużek. Czasami zdarzało się odwrotnie. Pierwszy taniec należał do swata. Panna młoda musiała wejść na stół, przejść go całego i zeskoczyć. Tańczono serbską reję (para za parą w tanecznym korowodzie). Podczas oczepin zdejmowano wianek i zakładano czepiec. W pierwszą niedzielę po ślubie obchodzono Młody Kwas idąc uroczyście orszakiem do świątyni. Po powrocie młodzi zapraszali na obiad i tańce, które zgodnie z ustanowionym porządkiem wiejskim musiały zakończyć się o 8 wieczorem.

Stosunek do śmierci

Łużyczanie nie bali się śmierci. Niejednokrotnie sami przygotowywali sobie napis na krzyżu. W chwili konania otwierano okno, aby dusza mogła swobodnie ulecieć. O zgonie gospodarza powiadamiano bydło w oborze, także pszczoły w ulach. Słoma spod zmarłego wrzucana była do gnoju. Ciało wywożono na cmentarz za wsią (cmentarze przykościelne zaczęły powstawać ok. 18.stulecia). W drodze powrotnej zrzucano drabiny z wozów przed wsią. Bywały okolice, że sterty takowych drabin zalegało obrzeża wsi. Wierzono, że gdyby drabin nie zrzucono, nieboszczyk powróciłby i stukał po nocach w domu. Wóz do przewozu nieboszczyka mógł być wprowadzony w obejście tylko tyłem, czasami nawet go przewracano w obejściu.. Zmarłe dziecko, do roku życia, niósł w trumience straszy kum. Dzieci nieochrzczone grzebano wieczorem. Podobnie postępowano w wypadku samobójców, jednak wówczas trumnę nie wwożono przez bramę cmentarną tylko podawano ją przez mur lub płot.

Stosunek do przyrody

Osiadła ludność łużycka z wielkim szacunkiem traktowała miejscowe lasy, które dla nich były siedzibą bogów, niż to czynili przybysze, w bezwzględny sposób karczujący, wypalający i niszczący to, co dla tutejszych było święte.8 Stąd wynikające czasami spory, wręcz uprzedzenia w stosunku do kolonistów.

Dzwony kościelne

Życie mieszkańców miasta i wsi regulowały dzwony kościelne. Zegar na wieży ratusza pojawił się w Żarach w 1585 r., mimo tego dzwony kościelne wyznaczały nadal rytm całej społeczności. Sporo czasu musiało upłynąć, aby ukształtowała się nowa filozofia życia mieszkańców. Zwyczaje i obyczaje kształtowała zmieniająca się struktura demograficzna. Miasto leżące na szlaku handlowym, było jednym z etapów kupieckich wędrówek, szybciej niż okoliczne wsie przyswajało nowości. Dwór narzucał swoje prawa pisane i zwyczajowe, a rozwijające się rzemiosło zmieniało oblicze miasta.

Sposób na zarazę

Gdy jakąś wioskę nawiedziła zaraza, wówczas o północy, najlepiej podczas pełni księżyca, oborywano trzykrotnie wieś. Robili to oczywiście parobkowie, którzy pozbywszy się odzieży ciągnęli pług, którym kierowała obowiązkowo wdowa. Wszyscy czynili to w całkowitym milczeniu.

Po narodzinach

We wsiach południowo-zachodnich żarskiego majoratu przez okres sześciu tygodni wylewano wodę, po kąpieli dziecka, pod drzewo, które nazwano imieniem noworodka. Zwyczaj ten utożsamiano z połączeniem losów dziecka z drzewem.

Epilog

Historyczne Łużyce obejmowały m.in. ziemię żarską. Znany w historiografii Johan Gottlob Worbs, duchowny ewangelicki, generalny superintendent prowincji śląskiej, historyk i wydawca – publikował biograficzne szkice o epizody z dziejów Głogowa, Żagania, Żar i Przewozu – brał czynny udział w dyskusji na temat pochodzenia nazwy „Śląsk”, jednak zawsze stał na stanowisku, że ziemia żarska, a więc dzisiejsze tereny południowo-zachodnie obecnego województwa lubuskiego od zawsze były Łużycami. Skrzętnie podawał przykłady zwyczajów, które podkreślały łużyckich charakter regionu. Jako proboszcz w Przewozie doskonale znał historię księstwa przewoskiego, że jest ono częścią Śląska, która niczym klin wbita jest pomiędzy Łużyce Dolne a Górne. Tutaj przenikały się wzajemnie różne wartości kulturowe. Współczesne rozważania na temat Śląska Lubuskiego w granicach którego wchodziłaby ziemia żarska wynikają chyba z niepełnej wiedzy o obszarze słowiańskich Łużyc.

Łużyczanie zamieszkujący teren Trzebiela jeszcze w XVI i XVII wieku, używali w mowie dialektu mużakowskiego. Fakt ten został odnotowany w dziale „wendyjskim”6 żarskiego muzeum, które istniało w Żarach do 1945 r. W dziale tym były wyeksponowane stroje, które używano na terenie Trzebiela i okolicznych wsi aż do lat 30-tych XIX wieku. Pierwszy spis ludności w 1850 r. przeprowadzony przez władze pruskie potwierdził znaczną liczbę mieszkańców ziemi żarskiej używającej języka łużyckiego. Kolejny z 1867 r. stwierdza całkowity ich zanik. Jest wielce prawdopodobnym, że administracja wszelkimi środkami dążyła do germanizacji tego obszaru. W 1816 r. powstał w starostwie żarskim specjalny wydział – Wendisches Dezernat, w którego gestii były wszystkie sprawy miejscowej ludności łużyckiej, szczególnie z okręgu trzebielskiego zwanego Trzebielem wendyjskim.

Obyczaje bogatszych mieszczan, z reguły Niemców lub Czechów, były zbliżone do zwyczajów Łużyczan. Pod różnymi nazwami kultywowano je tutaj na Łużycach, na wschód od Żar położonym Śląsku czy dalej w Wielkopolsce lub Małopolsce. Czyż wodnik, mora lub diabeł we wcieleniu młynarczyka nie mają swego odpowiednika na Śląsku czy w innym regionie Polski? Mają, pod różnymi nazwami.

W Żarach istniało Dolnołużyckie Stowarzyszenie, którego członkami byli m.in.. wybitni mieszkańcy regionu, z reguły nauczyciele, historycy, pastorzy i kronikarze. Było ono oddziałem stowarzyszenia założonego 3 czerwca 1884 r. w Cottbus. W wyniku różnych połączeń (m.in. z podobną organizacją w Gubinie) nazwa została zmieniona w Dolnołużyckie Towarzystwo Historyczne i Archeologiczne. Od 1885 do 1941 r. organizacja wydała drukiem 29 tomów, których zawartość dotyczyła dziejów Dolnych Łużyc, w tym także Ziemi Żarskiej. Jednakże związki łużyckie miast i wsi regionu nie przedstawiono szczegółowo, aczkolwiek szczycono się barwną kolorystyką strojów ludowych i pogańskimi zwyczajami Wendów.

Zachowana literatura z tamtego okresu oraz współczesne opracowania niemieckie i łużyckie, także szeroko zakrojone badania w ramach działalności stowarzyszeń mających za cel poznanie historii Łużyc, na które skierowano Polaków w 1945 r. – pozwalają na w miarę rzetelne przedstawienie zwyczajów i obyczajów Serbołużyczan na Ziemi Żarskiej.

Autor jest z wykształcenia historykiem, regionalistą z zamiłowania. Wydał 9 książek nt. historii regionu. Jego referaty są zawarte w kilku zbiorowych wydawnictwach. Jest wieloletnim dziennikarzem prasy regionalnej i znanym nie tylko w regionie społecznikiem.


Lech Malinowski – art. Zwyczaje i obyczaje mieszkańców Żar i okolic. Książka Żary Polskie Dolne Łużyce

Przypisy

  1. Porównaj: Mĕtšk F., Ruch ludności i zmiany struktury ludnościowej w dolnołużyckim państwie stanowym Żary w latach 1619-1818 [w:] Śląski Kwartalnik Historyczny Sobótka, t. 12, Wrocław 1957
  2. Źródła i materiały do dziejów Środkowego Nadodrza. Wybór, (pod red. K. Bartkiewicz), Zielona Góra 1996 [w:] 1556, maj 1, Praga – przywilej nadany miastu Żary przez cesarza Ferdynanda I, s 51
  3. Źródła i materiały do dziejów…,op. cit. [w:] Żary – zwyczaje Serbołużyczan w opinii pruskiego urzędnika, s. 81
  4. Malinowski L., Zwyczaje i obyczaje mieszkańców Żar i okolic [w:] Żary Polskie Dolne Łużyce, Żary 2005, s. 81
  5. Sochacka I., Zwyczaje ludowe związane z hodowlą i uprawą ziemi we wsiach wschodniej części Dolnych Łużyc w połowie XVIII wieku [w:] Serbołużyczanie. Łużyce. Badania historyczne i fascynacje (pod red. T. Jaworski), Zielona Góra 1998, s. 106
  6. Mianem Wendów określali Niemcy ludność pochodzenia słowiańskiego
  7. Źródła i materiały do dziejów…, op. cit. [w:] 1727, Żary – porządek wiejski państwa stanowego Żary, s. 78
  8. Lipińska A., Bibersteinowie i ich wpływy na życie religijne pogranicza śląsko-łużyckiego [w:] Bibersteinowie w dziejach pogranicza śląsko-łużyckiego (pod red. T. Jaworski), Zielona Góra 2006, s. 138

Projekt 'Bez granic - część I'